Powstanie i historia Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych "Hospicjum im. Jana Pawła II"
A jeszcze wcześniej
Rejestracja i pierwsze działania
Rok 2004
Rok 2005
Rok 2006
Rok 2007
Historia opieki paliatywno - hospicyjnej w Żorach
Powstanie i historia Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych "Hospicjum im. Jana Pawła II"
Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych "Hospicjum im. Jana Pawła II" ma już 5 lat. To dobry moment, by wspomnieć dokładnie początki działalności i jej rozwój w kolejnych latach. Trudno napisać o wszystkim, bowiem tak wiele osób zaangażowanych było w tworzenie tych pięciu lat historii, tak wiele wydarzeń miało miejsce. Już po wysłuchaniu relacji z pierwszego programu
Pola Nadziei w Żorach koordynatorzy z całego kraju zdziwieni byli, że taki rozmach można było uzyskać w pierwszym roku działalności.
To wszystko stało się dzięki wielu ludziom, którzy oddali swój czas i talenty na rzecz osób chorych. Spróbujmy przyjrzeć się choć części tych działań. Cofnijmy się 5 lat.
Zebranie założycielskie
Jest 13 marca 2003 roku. Sala Narad Urzędu Miasta Żory. Odbywa się właśnie zebranie założycielskie Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych
Hospicjum im. Jana Pawła II w Żorach. Na liście założycieli swoje podpisy zostawiło 25 osób. Wybierają oni Komitet Założycielski, który ma zająć się wszystkimi formalnościami związanymi z rejestracją Stowarzyszenia. Machina zostaje puszczona w ruch. Informacja brzmi sucho i lakonicznie, ale ukrywają się za nią godziny spotkań, rozmów, tworzenia planów. Jak działać, jak skutecznie zorganizować pomoc chorym, jak pomagać tym, którzy odchodzą od nas, jak wspomóc ich rodzinę?...
Patronem Stowarzyszenia zostaje obrany Jan Paweł II. To jego słowa wypowiedziane na krakowskich Błoniach w 2002 roku stały się dla wielu ludzi motorem działań na rzecz innych:
W obliczu współczesnych form ubóstwa, których jak wiem nie brakuje w naszym kraju, potrzebna jest dziś - wyobraźnia miłosierdzia w duchu solidarności z bliźnimi, dzięki której pomoc będzie świadectwem braterskiej wspólnoty dóbr. (...) Niech orędzie o Bożym miłosierdziu zawsze znajduje odbicie w dziełach miłosierdzia ludzi. A ta wyobraźnia podpowiada, że osoby chore terminalnie w sposób szczególny potrzebują naszego wsparcia. Jest ich, pomimo rozwoju medycyny, coraz więcej...
A jeszcze wcześniej
Pomysł, który doprowadził do wspomnianego zebrania, narodził się jesienią 2002 roku w głowach młodych ludzi skupionych wokół Diakonii Miłosierdzia, funkcjonującej przy parafii św. Stanisława bpa i m. w Żorach. Dwie członkinie Diakonii - Agnieszka Gorzelny i Anna Kuczmik (które same miały już kontakt z osobami chorymi terminalnie) postanowiły zachęcić więcej osób z grupy, jak również spoza Diakonii, do szerzej zakrojonych działań w ramach wolontariatu na rzecz chorych. Młodzież podjęła od razu pierwsze działania, towarzysząc chorym terminalnie. Pomysł szybko zyskał akceptację osób, do których młodzież zwróciła się z prośbą o pomoc: ks. Józefa Hertlinga, wikarego ze wspomnianej parafii; Dariusza Domańskiego, nauczyciela historii i radnego Rady Miasta Żory oraz Grzegorza Słomiana, lekarza onkologa (weszli oni później w skład Komitetu Założycielskiego Stowarzyszenia).
Osoby skupione w grupie założycielskiej postanowiły stworzyć stowarzyszenie w oparciu o model krakowskiego hospicjum, korzystając z doświadczenia najstarszego polskiego stowarzyszenia tego typu. Spotkania w Krakowie miały miejsce jeszcze przed pierwszym zebraniem. Od tego czasu przedstawiciele Stowarzyszenia mieli okazję wielokrotnie odwiedzić krakowskie Hospicjum św. Łazarza. Już 19 stycznia 2003 roku odbyło się pierwsze spotkanie ks. Józefa Hertlinga, Doroty i Dariusza Domańskich i Anety Antosiak z Hubertem Wołącewiczem, koordynatorem Pól Nadziei w tymże hospicjum. 6 lutego tegoż roku miało miejsce kolejne spotkanie tej samej grupy z Jolantą Stokołosą, Prezesem Towarzystwa Przyjaciół
Chorych Hospicjum św. Łazarza. Już wkrótce, 16 kwietnia krakowskie hospicjum odwiedził także Prezydent Żor Waldemar Socha wraz z Dorotą i Dariuszem Domańskimi.
Rejestracja i pierwsze działania
Stowarzyszenie zostało zarejestrowane 23 kwietnia 2003 roku. Szczególnie ważna w tych działaniach była pomoc prawnika Romana Pokorskiego, który wspomagał tworzenie statutu i samą rejestrację. Członkowie Stowarzyszenia za cel postawili sobie podejmowanie inicjatyw związanych z szerzeniem idei hospicyjnej, działania w ramach hospicjum domowego oraz utworzenie w przyszłości hospicjum stacjonarnego, propagowanie idei wolontariatu i podjęcie szerokich działań w celu fachowego przygotowania jak najszerszej grupy w tym zakresie.
Już 26 i 27 kwietnia 2003 roku zorganizowaliśmy spotkania
Ku wyobraźni miłosierdzia. Pierwszego dnia razem z chorymi uczestniczyliśmy we Mszy św. w kościele św. Stanisława bpa i m., po której rozpoczęła się wspólna modlitwa. Następnego dnia, w Hali Widowiskowo-Sportowej odbył się koncert charytatywny, na którym wystąpili: zespół Chili My i J.E.G.O. Band oraz Agnieszka Szupował. Gośćmi spotkania byli również przedstawiciele krakowskiego Hospicjum św. Łazarza - prezes Jolanta Stokłosa i Hubert Wołącewicz, koordynator Pól Nadziei oraz członkowie wspólnoty Cenacolo z Krzyżowic.
Z kolei 8 maja odbyło się walne zebranie zarejestrowanego już Stowarzyszenia. Poprowadził je Roman Pokorski. Podczas zebrania dokonano wyboru pierwszego Zarządu. W jego skład weszli: Dorota Domańska, Dariusz Domański i Grzegorz Słomian. Przedstawili oni zebranym swoje pierwsze plany związane z działalnością Stowarzyszenia. Na pierwszym zebraniu Zarządu podjęto decyzję o wyborze na Prezesa Stowarzyszenia. Została nim Dorota Domańska.
2 czerwca na ul. Męczenników Oświęcimskich 46 (w dwóch małych pokojach w budynku za starym szpitalem) rozpoczęło działalność biuro naszego Stowarzyszenia. Udzielało ono wszelkich informacji związanych z funkcjonowaniem Stowarzyszenia. Można było w nim zgłosić chorego potrzebującego pomocy, wypełnić deklarację członka Stowarzyszenia, zgłosić chęć pomocy w charakterze wolontariusza. Pierwszym kierownikiem biura został Krzysztof Kurek, z kolei pierwszą osobą zajmująca się księgowością była Dagmara Domin.
W roku 2003 odbyły się jeszcze dwa walne zebrania. Ponadto Stowarzyszenie zgłosiło swój udział w programie
Pola Nadziei (informacje na temat programów, w których uczestniczy Stowarzyszenie, oraz innych organizowanych akcji charytatywnych opisane zostały w osobnych artykułach) oraz zostało przyjęte do Ogólnopolskiego Forum Hospicyjnego, zrzeszającego hospicja z całej Polski. Oprócz tego rozpoczęto organizowanie co pewien czas dni skupienia dla chętnych członków i sympatyków Stowarzyszenia (odbywały się one w Kościele pw. świętych Filipa i Jakuba).
Do końca 2003 roku członkami stowarzyszenia było 95 osób, w ciągu tych kilku miesięcy opieką objęto 60 chorych (w jednym czasie pod opieką było zwykle 25 chorych). Zespół hospicyjny tworzyli wtedy: lekarz (Grzegorz Słomian), trzy pielęgniarki (Urszula Kotlarska, Urszula Heesch i Joanna Gajek), pięciu wolontariuszy medycznych oraz na życzenie chorego - ksiądz (ks. Józef Hertling i ks. prałat Jan Szewczyk). Wspomagało ich 35 wolontariuszy niemedycznych, których działalność koordynowała Agnieszka Gorzelny.
Każdy rok działalności Stowarzyszenia to również wiele spotkań konferencyjnych i szkoleń, w których uczestniczą członkowie oraz wolontariusze. Przygotowują one do lepszej opieki nad chorymi czy też uczą skutecznych działań w ramach wolontariatu.
Rok 2004
Każdy kolejny rok to kontynuowanie opisanych już działań. Zmieniają się liczby chorych, wolontariuszy, organizowane akcje. Każdego roku mają miejsce dni skupienia, różnego rodzaju zebrania, szkolenia, rekolekcje. Każdego roku wypożyczany jest chorym coraz bardziej specjalistyczny sprzęt otrzymywany lub zakupywany przez Stowarzyszenie. Cel pozostaje jeden - wspomaganie osób chorych terminalnie i ich rodzin. Niech więc nie zmyli ilość tekstu pod kolejnymi latami. Działań jest zawsze tak samo dużo, a chorych przybywa coraz więcej...
W roku 2004 do zespołu hospicyjnego doszli dwaj lekarze: Weronika i Ignacy Dziwoki, jedna pielęgniarka (Gabriela Świątkowska) oraz kilku wolontariuszy medycznych. Opieką duchową nad pacjentami zajął się po odejściu ks. Józefa Hertlinga ks. dziekan Stanisław Gańczorz, dalej przy pomocy ks. prałata Jana Szewczyka. Zespół hospicyjny spotykał się i nadal spotyka zwykle co dwa tygodnie, by omawiać sytuację chorych pozostających w danym czasie pod opieką. Spotkania prowadzone były przez Prezes Stowarzyszenia lub jednego z członków Zarządu.
Stowarzyszenie uzyskało także status organizacji pożytku publicznego. Liczba członków w tym roku wynosiła 134 osoby, a w działalność zaangażowanych było łącznie 50 wolontariuszy. Opieką objęto 56 chorych. Od lipca pracami biura zaczęła kierować Urszula Filip (która zajmuje się nim do dnia dzisiejszego).
Rok 2005
W roku 2005 do zespołu hospicyjnego doszły nowe pielęgniarki: Beata Juraszek, Maria Kąkol, Ewa Jarczyk. Lekarze i pielęgniarki byli wspomagani przez 15 wolontariuszy niemedycznych, których prace koordynowała Urszula Kotlarska, oraz ks. Stanisława Gańczorza, zajmującego się opieką duchową.
Stowarzyszenie liczyło w tym roku 171 członków, a w działalność zaangażowanych było łącznie 65 wolontariuszy. Opieką objęto 86 chorych. Biuro Stowarzyszenia zostało przeniesione i działa do dziś na ulicy Dworcowej 7. W tymże roku po raz pierwszy włączyliśmy się kampanię
Hospicjum to też życie.
Rok 2006
W roku 2006 w do zespołu hospicyjnego należało dwóch lekarzy: oprócz dr. Grzegorza Słomiana była to Monika Kilińska. Współpracowały z nimi trzy pielęgniarki (Urszula Kotlarska , Beata Juraszek, Janina Drymajło) oraz aż 24 wolontariuszy medycznych. 20 stycznia tego roku z bólem pożegnaliśmy jednego z założycieli Stowarzyszenia, wolontariusza hospicjum - Ignacego Dziwoki, który sam doświadczył cierpień osoby terminalnie chorej.
Stowarzyszenie liczyło w tym roku 181 członków, w działaniach uczestniczyło 180 wolontariuszy. Opieką objęto 79 chorych. W biurze Stowarzyszenia rozpoczęła pracę Urszula Słowiak.
Rok 2007
Skład zespołu hospicyjnego w tym roku nie zmienił się. Opieką objęto 92 osoby. Stowarzyszenie liczyło 184 członków, a działania Stowarzyszenia wspomagało łącznie 204 wolontariuszy (w tym 15 medycznych).
20 marca podczas Walnego Zebrania Członków dokonano wyboru nowego Zarządu. W jego skład weszli: Dorota Domańska, Dariusz Domański, Urszula Kotlarska, Aleksandra Lepich, Grzegorz Lepich, Grzegorz Słomian. Nowym Prezesem Stowarzyszenia został Grzegorz Lepich. W tym samym roku zadaniem koordynowania pracy wolontariuszy organizujących różnego rodzaju akcje podjęła się Halina Świerczek, od kilku lat zaangażowana w wiele działań na rzecz hospicjum. W pracy tej jest wspomagana przez drugą wolontariuszkę, Iwonę Grudnik. W tym roku w biurze Stowarzyszenia pracę rozpoczęła Edyta Toman i Halina Kubiak.
Teraz
Trwa kolejny rok działań Stowarzyszenia. Kolejni chorzy, kolejni wolontariusze... Historia działalności hospicyjnej to historia paradoksalnie smutna i pełna nadziei. Smutna, bo osoby pod opieką Stowarzyszenia są z nami krótko, zwykle kilka miesięcy, czasem tylko tygodni, dni... Pełna nadziei, bo pokazuje, że życie ma sens, niezależnie od swojej kondycji, uczy szacunku dla daru życia. Że każda chwila jest na wagę złota. Wtedy gdy jesteś zdrowy i wtedy gdy brak sił na ruszenie ręką.
To najczęściej młodzi i zdrowi walczą o prawo do eutanazji. Wolontariusze hospicjum wiedzą, że chorzy nie chcą przyspieszenia swojej śmierci. Sytuacje odwrotne - nagłaśniane przez media - są niezwykle rzadkie. Oni pragną żyć do końca, ale potrzebuję do tego naszej pomocy, czasami medycznej, a czasami wsparcia duchowego, obecności. Po to powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych "Hospicjum im. Jana Pawła II".
Aneta Antosiak
Historia opieki paliatywno - hospicyjnej w Żorach
Początki opieki paliatywno - hospicyjnej w Żorach sięgają 1997, kiedy to z mojej inicjatywy w strukturze żorskiego SPZOZ-u powołano Poradnię Opieki Paliatywnej. Historia tej Poradni wyglądała następująco.
Od 1991 roku pracowałem w Oddziale Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Miejskim Nr 2, gdzie zdobywałem swoje doświadczenie lekarskie, na co dzień stykając się z chorobami, ludzkim cierpieniem, lękiem, a także ze śmiercią. Korzystając z doświadczenia swoich starszych kolegów zdobywałem wiedzę i umiejętności w zakresie chorób wewnętrznych.
W kwietniu 1995 roku zdałem egzamin specjalizacyjny pierwszego stopnia z chorób wewnętrznych i zastanawiałem się, co dalej począć z dalszym rozwojem zawodowym i jak pokierować swoim kształceniem. Pełniąc jeden z wielu dyżurów oddziałowych spotkałem na swojej drodze kolegę lekarza, Zdzisława Rakszawskiego, specjalistę chorób płuc, który jak w każdą środę przyszedł do szpitala by skonsultować chorych leżących w oddziale internistycznym. W trakcie koleżeńskiej rozmowy doktor Rakszawski zwrócił uwagę na stale wzrastającą zachorowalność na nowotwory złośliwe płuc oraz podkreślił fakt, iż brakuje specjalistów onkologów. W mojej głowie zaświtała myśl, aby spróbować dowiedzieć się, jakim trybem można by było rozpocząć specjalizację z onkologii i zająć się leczeniem chorych na nowotwory złośliwe.
Po wielu rozmowach i staraniach rozpocząłem specjalizację z chemioterapii nowotworów w Centrum Onkologii w Gliwicach pod kierunkiem dr. n. med. Stefana Szelca. Po kilku miesiącach szkolenia w Gliwicach na swojej drodze zawodowej napotkałem twórcę i nestora opieki paliatywno - hospicyjnej w Polsce Profesora Jacka Łuczaka, który w trakcie kursu
Podstawy opieki paliatywnej, w którym miałem przyjemność wówczas uczestniczyć w sposób niezwykle przekonywujący uświadomił mi ogrom cierpienia jakie towarzyszy ludziom chorym na raka oraz wielką potrzebę właściwej opieki nad chorymi umierającymi na nowotwory złośliwe. Od tej pory nieprzerwanie myślałem o stworzeniu palcówki paliatywno - hospicyjnej w Żorach, gdyż wyjątkowo dobrze zdawałem sobie sprawę z ogromu niedostatków w tej dziedzinie w naszym mieście. Tak, więc zrodziła się geneza rozwoju opieki paliatywno - hospicyjnej w Żorach.
Poradnia Opieki Paliatywnej początkowo mieściła się w Szpitalu Miejskim Nr 1, tzw.
stary szpital przy oddziale ginekologii. Do dyspozycji mieliśmy zaledwie gabinet lekarski mieszczący się w pokoju zabiegowym, który w godzinach dopołudniowych wykorzystywany był przez lekarzy i pielęgniarki oddziału ginekologicznego. Personel Poradni stanowili: moja skromna osoba i pielęgniarka dyplomowana Elżbieta Nosal, z którą znaliśmy się wcześniej ze szpitalnej Izby Przyjęć. Początkowo raz, później dwa razy w tygodniu przyjmowaliśmy chorych z rozpoznanymi nowotworami złośliwymi i staraliśmy się przynieść im ulgę w cierpieniach, poprawić kontrolę bólu i innych dolegliwości. Tak pracowaliśmy aż do (nie pamiętam dokładnej daty, można by sprawdzić w dyrekcji obecnego Moz-u), kiedy to dyrekcja ZOZ-u z powodu trudności finansowych i organizacyjnych zmuszona była do zakończenia naszej działalności i zamknięcia Poradni.
Na szczęście przerwa w działalności Poradni Opieki Paliatywnej nie trwała długo. W 1999 roku w Żorach, przy ul. Wodzisławskiej 4 powstała prowadzona przez pielęgniarkę dyplomowaną, Panią Grażynę Malczyk, Agencja Pielęgniarska
PULS, która następnie została przekształcona w NZOZ
PULS. W tym samym roku w naszym kraju rozpoczęły działalność Kasy Chorych. Dzięki staraniom i determinacji Pani Grażyny Malczyk udało się podpisać umowę ze Śląską Regionalną Kasą Chorych w ramach, której w strukturze NZOZ-u
PULS od 01.01.2000r rozpoczęła działalność Poradnia Opieki Paliatywnej. Od tego momentu, nieprzerwanie aż do dziś opieka paliatywno - hospicyjna działa i rozwija się na terenie naszego miasta. W Poradni ponownie do pracy przystąpiliśmy razem z Elą Nosal. Wówczas jednak nasza działalność dynamicznie się rozwijała i rozpoczęliśmy regularne odwiedzanie naszych chorych w ramach wizyt domowych. Powoli do współpracy zachęcaliśmy też inne osoby, w tym duchownych. Rozmawialiśmy o posłudze duszpasterskiej z proboszczem parafii w Miłosierdza Bożego ks. Stanisławem Garboczem, który bardzo nas wspierał duchowo.
W miarę upływu czasu i wzrastającej liczby chorych, którymi opiekowaliśmy się pojawiła się potrzeba poszerzenia składu naszego zespołu. Od 2000r do personelu dołączyła kolejna osoba: pielęgniarka dyplomowana Urszula Kotlarska. Od czerwca 2001 w wyniku zmian organizacyjnych i restrukturyzacji SPZOZ-u w budynku byłej Poradni Rejonowej Nr 4, mieszczącej się na oś. Korfantego PU - 10 rozpoczął działalność NZOZ
ONKO - DENT. W strukturze tegoż zakładu zostały powołane m. in: Poradnia Opieki Paliatywnej i Zespół Domowej Opieki Paliatywnej. W efekcie porozumienia z Panią Grażyną Malczyk przeprowadzono przekazanie - cesję umowy z Kasą Chorych na świadczenia w ramach Poradni Opieki Paliatywnej z NZOZ-u
PULS na NZOZ
ONKO - DENT. Dodatkowo podpisano z Kasą Chorych umowę na prowadzenie Hospicjum Domowego - Zespołu Domowej Opieki Paliatywnej. Od tej chwili, tzn. od 01.08.2001 roku, nieprzerwanie do dziś, opieka paliatywno - hospicyjna jest związana z NZOZ-em
ONKO - DENT. Od 03.01.2002r do naszego zespołu dołączyła kolejna osoba: pielęgniarka dyplomowana Urszula Heesch. Od tej pory trzon naszego zespołu pielęgniarskiego stanowiły tzw.
urszulanki jak nazywali je nasi chorzy, a z biegiem czasu i ja czasami tak nazywałem nasze wspaniałe
siostry. I tak z mniejszymi lub większymi trudnościami sprawowaliśmy naszą opiekę na chorymi i umierającymi w naszym mieście.
Niestety, wkrótce z zespołem sprawującym opiekę nad chorymi rozstała się Ela Nosal, a w rok później (31.12.2003) Ula Heesch. Przez krótki czas zostaliśmy z Ulą Kotlarską we dwójkę. Na szczęście z pomocą przyszła Pani Janka Drymajło, emerytowana już wówczas pielęgniarka, z którą miałem już przyjemność pracować na oddziale chorób wewnętrznych naszego szpitala. Pani Janka rozpoczęłą swoją posługę wśród chorych od od 01.04.2004 roku. Od 2005 roku do naszych szeregów wstąpiła kolejna pielęgniarka, Beata Juraszek. Pani Beata pracowała w szpitalu w Orzeszu, w oddziale chorób płuc, gdzie zdobyła duże doświadczenie w pracy pielęgniarskiej, jednak praca w Hospicjum Domowym była dla niej nowym wyzwaniem. Zdobywając pierwsze doświadczenia u boku Uli Kotlarskiej, bardzo szybko stała się kolejnym, niezawodnym członkiem naszego zespołu.
Tak, powoli budowaliśmy nasz zespół. Zespół ten, był jednak ciągle niekompletny. Brakowało nam kapelana, który mógłby nas wspierać duchowo w chwilach słabości, które jednak się zdarzały. Najbardziej jednak brakowało wolontariuszy, ludzi dobrej woli i szczerego, otwartego serca, którzy bezinteresownie chcieliby pójść do naszych chorych tylko po to by z nimi być, by im towarzyszyć, by z nimi rozmawiać, modlić się z nimi. My nie mieliśmy czasu by poszukać takich ludzi, by ich zebrać, skupić wokół tej ważnej sprawy, zorganizować i poprowadzić do naszych chorych. Wiedzieliśmy, że są oni potrzebni, odczuwaliśmy ich brak.
Jesienią 2002 roku zadzwonił do mnie najpierw ks. Józef Hertling, a krótko potem Pan Darek Domański. Wówczas nie znałem, ani jednego, ani drugiego. Szybko dowiedziałem się, że Darek jest nauczycielem historii i to wszystko, co o nim wiedziałem. Obaj mówili o potrzebie zrobienia w Żorach Hospicjum, o grupie młodych ludzi, którzy chcą zbudować Hospicjum w naszym mieście. Początkowo czułem się oburzony, bo przecież ja już od kilku lat prowadziłem hospicjum domowe, o którym piszę wyżej. Szybko jednak uświadomiłem sobie, że hospicjum to ludzie, hospicjum to ludzkie serca niosące pomoc potrzebującym i właśnie nadarza się okazja, żeby zbudować coś, o czym zawsze marzyłem - prawdziwą, pełnoprofilową opiekę hospicyjną z wolontariuszami, kapelanem hospicyjnym, psychologiem, rehabilitantem, pracownikiem socjalnym, a w odległej perspektywie może wybudowanie hospicjum stacjonarnego.
Z wielką ochotą podjąłem współpracę z ks. Hertlingiem, Darkiem Domańskim i jego żoną Panią Dorotą.
Grzegorz Słomian
WSPOMINAJĄ:
Agnieszka Gorzelny:
Pamiętam, że potrzeba stworzenia opieki nad osobami chorymi wypłynęła w rozmowie z Anią przy zupie pomidorowej, kiedy to zmęczone po pracy rozmawiałyśmy w domu. Ania pracowała wtedy, opiekując się osobami starszymi, często też chorymi, ja byłam studentką. Doszłyśmy do wniosku, że osoby chore potrzebują czegoś więcej niż tylko leki, czysta pościel, radio...
Miałam wtedy w pamięci panią Helenę, chorą na nowotwór, do której chodziłam. Pani Helena zmarła, wiem, że cierpiała bardzo z powodu braku opieki i zrozumienia. Ona wiedziała, że umiera, chciała o tym rozmawiać, a wszyscy mówili, że będzie dobrze. Zostawiła mi jeden grosz! Mam go do dziś, tak jak noszę w sercu Panią Helenę. To był mój pierwszy kontakt z osobą chorą. Wracając do rozmowy z Anią, zorganizowanie hospicjum wydawało nam się bardzo proste. Szybko udało się zorganizować spotkanie, na którym byli Dariusz Domański i Waldemar Socha, potem jeszcze dotarłyśmy do Grzegorza Słomiana, mówiąc, że znalazłyśmy ludzi zainteresowanych tworzeniem hospicjum.
Dziś jak pomyślę o podejmowanych krokach i wierze w to, że nam się uda, to jestem pewna, że Duch Święty pchał nas mocno!!! I każdej osobie zaangażowanej w hospicjum życzę pomocy Ducha Świętego.
Ks. Józef Hertling:
Wdzięczny jestem Jezusowi, że na początku mej drogi kapłańskiej postawił na mej drodze wspólnotę żorskiego hospicjum. Do dziś żywo pamiętam zaproszenie na kawę od dwóch dziewczyn z żorskiej oazy - Ani i Agnieszki. Kawa była twórcza, bo podjęliśmy wspólną modlitwę i zaczęliśmy razem dążyć do objęcia opieką terminalnie chorych. Cieszę się, że są takie serca, które trwają i podejmują troskę o żorskie hospicjum. Zachęcam do wolontariatu. Doświadczenie hospicjum to doświadczenie Nadziei, która zawieść nie może.
Gratulując całej wspólnocie hospicjum 5-letniego stażu, zapewniam o mojej modlitewnej pamięci.
Dorota i Dariusz Domańscy:
Nasze zaangażowanie w tworzenie żorskiego hospicjum uważamy za plan Boży.
Jan Paweł II w 2002 r. na krakowskich Błoniach wezwał nas do wprowadzania miłosierdzia w czyn. To wezwanie odebraliśmy osobiście jako zachętę do działania. Powstanie naszego hospicjum byłoby niemożliwe bez pomocy wielu osób. Ofiarowali swój czas, swoje talenty a przede wszystkim modlitwę. Inspiracją do naszego działania była chęć służenia chorym i ich rodzinom. Potrzebne były wciąż upór, determinacja, konsekwencja, wyrzeczenia, rezygnacja z przyjemności i wolnego czasu. Hospicjum stało się naszym czwartym dzieckiem, częścią naszego życia. Jednocześnie kontakt z chorymi daje dystans do własnych problemów. Uczy szacunku do życia i radości z tego, co mamy w życiu na co dzień, a czego nie doceniamy. Przynosi wiele Bożych łask. W tajniki problematyki hospicyjnej wprowadziła nas Prezes najstarszego hospicjum w Polsce Jolanta Stokłosa. Wielokrotnie odwiedzaliśmy Hospicjum św. Łazarza w Krakowie. Jej spokój, zrozumienie, otwartość, radość z tego, że inni chcą szerzyć ideę hospicyjną była dla nas zachętą do zaangażowania się w to wielkie dzieło.
Bardzo ważna stała się dla nas działalność edukacyjna. Wprowadzenie programów
Pola Nadziei,
Hospicjum to też życie. Istotne było przekonanie społeczności lokalnej, że chory nie powinien być izolowany, że nasz stosunek do chorego, szczególnie w rodzinie, jest sprawdzianem naszego człowieczeństwa, prawdziwej miłości do cierpiącego. Hospicjum wspiera rodzinę, uczy jak opiekować się chorym, ale jednak jej nie wyręcza i nie zastępuje. Poprzez wdrażanie programów edukacyjnych staramy się uwrażliwić na potrzeby chorych, uświadomić, że chorzy są wśród nas i nas potrzebują.
Nasze, żorskie hospicjum ma wyjątkowego Patrona - Jana Pawła II. Jemu powierzamy to dzieło, naszych chorych, ich rodziny i wszystkich, którzy służą i pomagają.